Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

June 18 2012

dagangerous
5197 901d
Reposted fromretaliate retaliate viaTattoo-World Tattoo-World

June 06 2012

dagangerous
0605 c59a
Reposted byovvlsomelonelinessisthekeyAlexzandraanuschkawoodkidkohakusiostrzycabudascheathabarricadeexistentialScanelkadodomudalekoMrBloodhoundkaczebukiXjsbeaanmalinowykisielcatzabonimation

May 10 2012

dagangerous
Mieszkanie wygląda jak pobojowisko. Noc jest chujowa. Jutro namaluję uśmiech nr 5 po czym zanim dojadę do pracy poprawię pandę na oczach ze 3 razy...naprawdę cudna perspektywa

April 14 2012

dagangerous
9461 6fa6 500
Reposted bykajkaj kajkaj

March 20 2012

dagangerous
8606 16e6

February 17 2012

dagangerous
dagangerous
4107 4a47
Reposted fromK-E-N-A-J K-E-N-A-J viaTattoo-World Tattoo-World

November 18 2011

dagangerous
Reposted fromkv0 kv0 viatomada tomada

November 14 2011

dagangerous
0225 561a
Reposted fromCryMeARiver CryMeARiver viaTattoo-World Tattoo-World

November 01 2011

dagangerous

….niespełna 9 -letnia, bawiła się w kącie pokoju dumnie realizując Jego wskazówki dotyczące poprawnej konstrukcji toru wyścigowego dla samochodzików. Konstrukcja opierała się na niebanalnych elementach segmentu młodzieżowego pamiętającego  jeszcze Jego niedawne lata szkolne. Wszystkie ruchome elementy miały swoje miejsce, od szuflad po półki powyciągane ze stelaża zmęczonego segmentu - wszystko dopełniał mały dywanik, który przeistoczył się w swego rodzaju rollercoaster dla małych aut wyścigowych.

Nie przeszkadzał jej nawet Jego brak uczestnictwa w zabawie, w pełni wystarczał jej jako doradca i rozmówca… Wtedy jeszcze nie rozumiała dlaczego nie podnosił się z łóżka, lecz zawsze wiedziała że jest przy niej… wie to do teraz….

Na Jego twarzy mimo bólu uśmierzanego morfiną zawsze malował się uśmiech… a mała dziewczynka z braku rozumienia powagi sytuacji zastanawiała się dlaczego On co chwilę wyciera pot z czoła? Przecież był grudzień, w zimie nikomu nie jest gorąco… nie zdawała sobie sprawy z tego, że coś złego wyciskało z Niego ostatnie iskry życia…

Było już późne zimowe popołudnie, mrok wdzierał się do pokoju, a zimny wiatr rozbijał płatki śniegu na szybie… śniegu po którym mała dziewczynka biegła boso w piżamce do sąsiedniego domu, by wezwać pomoc… pomoc dla Niego, Najważniejszego Autorytetu w jej życiu…

Wróciła do domu, wbiegła po krętych schodach do Jego pokoju potykając się co chwilę z powodu przemarzniętych nóżek… Do dziś pamięta widok kochanej matki otulającej Go szlafrokiem w paski, by ochronić Go przed zimnem… Patrzyła na to wszystko bez umiejętności interpretacji

Za oknem rozbłysły migające niebieskie światełka, po chwili w pokoju pojawili się lekarze w białych fartuchach… dziewczynka patrzyła jak starali się Jemu pomóc, ból był silniejszy – nie potrafił go  opanować, stracił kontrolę. Nie pozwolił jednak nikomu sobie pomóc, sam jak bezbronne dziecko zsuwał się po schodach stopień po stopniu siadając na nich… dziewczynka schowała się za matką, słuchając syren karetki i patrząc jak niebieskie światełka się oddalają… wtedy jeszcze nie wiedziała, że wraz z nimi i On się oddalił… na zawsze…

Była pewna, że następnego dnia wróci i znów będzie mogła się z Nim bawić… przecież zbliżały się Święta, a oni nigdy nie spędzali ich osobno… Blisko było również do Mikołajek, do których pozostały tylko 2 dni… no i rzecz jasna do jej urodzin, na które się radowała…

 Dziewczynka

Rano po przebudzeniu pobiegła szybko do Jego pokoju, by Go obudzić …często to robiła, czasem denerwując Go wcześniejszą pobudką, ale On się nigdy na nią prawdziwie nie złościł, nie potrafił. W pokoju zastała zasłane łóżko, było puste – do pokoju wdzierały się jedynie pojedyncze promyki słońca…

Zbiegła na dół kierując się do kuchni, z której słychać było głosy rozmawiających rodziców. Stanęła w drzwiach widząc matkę siedzącą przy stole, na której twarzy widoczny był ból i ogromne cierpienie. Nigdy wcześniej nie widziała jej w takim stanie, to nie było podobne do niej… matka dziewczynki była bardzo silną kobietą, która kochała ich ponad wszystko – oni o tym wiedzieli.  Dziewczynka widziała też ojca, stojącego przy oknie w czarnym jak smoła płaszczu… wtedy był jeszcze jej ojcem, ona z kolei była jego oczkiem w głowie… Nie zdążyli jej nic powiedzieć, gdy przebiegła i przytuliła się do czarnego płaszcza, rozpłakała się czując, że On jednak nie wróci…

W nocy 4 grudnia 1994 roku straciła swojego Brata Roberta…. straciła go na tyle, że nie było już szans na wspólne zabawy samochodzikami, wspólne spacery z ich kochanym psem, straciła nawet szanse na próby denerwowania go i doprowadzania do kłótni, które są standardem każdego kochającego się rodzeństwa. Co prawda mała dziewczynka nie była wtedy świadoma prawdziwych strat jakie przyniósł jej los… jej świadomość była zbyt dziecinna, by pojąć – choć dziś ma z tego powodu wyrzuty sumienia…

Od 1994 roku nie lubi Mikołajek, są tożsame z Jego pogrzebem. Ten zaś uśmiercił wszelkie nadzieje, że On się obudzi… przez długi czas liczyła na to, że wejdzie do domu i wszystko będzie tak jak zawsze – ale nigdy nie wszedł, fizycznie nie wszedł. Gdy patrzyła na Niego, nie wierzyła że to jej Brat… przecież On się uśmiechał, wierzył w wyleczenie z nowotworu, który Go zabrał… przecież to niemożliwe! Wpatrywała się w Jego zimną twarz, co kilka chwil chwytała za rękę sprawdzając, czy to nie jest zły sen… W ostatnią drogę dostał jej jasiek ze słonikami, ukryty pod trumiennym podgłówkiem – nie był przynajmniej sam, były z Nim jej szczęśliwe słonie… było ich więcej niż 4

Minęło trochę czasu, aż dziewczynka zaczęła prawdziwie rozumieć powody swojego połowicznego jedynactwa… Bo przecież pomimo, że została jedynym dzieckiem swojej kochanej matki nie może się nazwać jedynaczką – i nigdy też nie pozwoli, by ktoś wydał ten wyrok! Przecież On nadal z nią jest, każdego dnia i w każdej chwili, choć w innej postaci…

Obecnie dziewczynka wyrosła na kobietę, niewiele starszą od jej Brata w momencie Jego odejścia… Często myśli o tym jaki był tak naprawdę, bo przecież jej wówczas dziecinny umysł nie pojmował wszystkiego – przecież nie miał takiej potrzeby będąc pewnym, że On będzie zawsze…

Myśli o tym jakim mógłby być teraz bratem? Jaki był w ogóle? Co lubił? Często Go pyta o zdanie, czy też o radę… ale zawsze jest jej smutno, gdy nie słyszy odpowiedzi, gdy nie widzi reakcji. Jedyne co to czuje, że jest obok, wyobraża Go sobie i to jest dla niej ważne… Tym samym pamięta, że do samego końca była dla Niego najważniejsza. On z kolei żyje w niej samej i dopóki będzie to pielęgnowała to nigdy się nie zmieni. Zawsze będą razem, bo przecież On jest jej lepszą stroną, moją stroną…

October 23 2011

dagangerous
6303 f12d 500
Reposted frominheartless inheartless viaTattoo-World Tattoo-World

October 09 2011

dagangerous

September 28 2011

dagangerous
są takie dni kiedy wierzę, że wczoraj się nie wydarzyło...
— dagangerous

September 26 2011

dagangerous

July 20 2011

dagangerous
chcę umrzeć, choć chyba już jestem martwa...

June 23 2011

dagangerous
los się musi odmienić....mam wolne terminy w przyszłym tygodniu...

June 14 2011

dagangerous
Pomysł na biznes...męski second hand

June 10 2011

dagangerous
9535 fd36 500
Reposted fromviirus viirus viaTattoo-World Tattoo-World
1933 4930
dagangerous
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl